Schronisko im. Św. Brata Alberta dla ubogich i samotnych
Zdjęcie: Towarzystwo im. Św. Brata Alberta

Wszystko zaczęło się w roku 2011, kiedy to władze przekazały na rzecz Towarzystwa im. Św. Brata Alberta (Koło Gliwickie) budynek w Lipinach, przy ul. Bukowego 17. Od tego czasu schronisko jest przystosowywane do potrzeb mieszkańców – osób bezdomnych, ubogich, samotnych, niepełnosprawnych. Parter Domu zajmują niepełnosprawni, osoby na wózkach, mający trudności z poruszaniem się

 

Dwa piętra zajmują osoby w miarę sprawne. Mieszkańcami są wyłącznie mężczyźni, ich liczba waha się między 65 a 75 osób, wiek przeważnie 65+. Dwie sprawy są ważne: Pierwsza  to bezwzględny zakaż spożywania alkoholu. Spożycie jednego piwa równa się konieczności natychmiastowego opuszczenia Domu. Powtórne przyjęcie uzależnione jest od postanowienia wytrwania w trzeźwości i podjęcia terapii, jeśli jest to konieczne. Druga sprawa  to konieczność zachowania przewidzianych w przepisach o pomocy społecznej odpowiednich procedur, przy  współpracy z Opieką Społeczną. Do Schroniska nie można przyjść z ulicy. Dlatego nieprawdą jest, że Schronisko przyciąga tzw element – osoby koczujące na dworcach, wiecznie pijane, dokonujące przestępstw. Owszem, każda osoba, jeśli znajdzie się w bardzo trudnej sytuacji życiowej może zostać przyjęta – jeśli zachowa trzeźwość i jeśli zostanie to uzgodnione z pracownikami OPS. W wypadku mieszkańców Świętochłowic procedura ta jest znacznie uproszczona.

Obiekt wpisany jest w rejestrze Wojewody Śląskiego. Powoli, stopniowo, w miarę napływu środków finansowych dokonuje się remontów. Aktualnie mieszkańcy kończą malowanie pomieszczeń na parterze, wcześniej wygospodarowano miejsce na palarnię papierosów – zadaszone miejsce na zewnątrz, ze stołem i ławkami. Jest nowe ogrodzenie i stale powiększający się ogródek z kwiatami.

W świetlicy znajduje się kapliczka, duży telewizor i dwa komputery z dostępem do Internetu. Posiłki dostarczane są z zewnątrz w formie cateringu. Przykładowy obiad – zupa ogórkowa, łazanki z kapustą i grzybami, kompot. W pokojach są telewizory. W lipińskiej Parafii pod Wezw. Św. Augustyna 17-go dnia każdego miesiąca odprawiana jest Msza Św. za mieszkańców Ośrodka, też za inne osoby starsze, chore i potrzebujące pomocy. Mieszkańcy są schorowani, często z zaniedbanymi, przewlekłymi dolegliwościami. Wzorowo układa się współpraca Schroniska ze świętochłowicką służbą zdrowia. Lekarz jest w Schronisku zawsze gdy jest potrzebny. Drobne zabiegi wykonują zatrudnione tu opiekunki, one też pośredniczą w kontaktach z OPS-em, ZUS-em, pomagają załatwić rentę czy nawet mieszkanie. Pośredniczą też w innych, bardziej skomplikowanych sprawach.

A oto dwie sylwetki mieszkańców Domu (imiona zmieniono):

Piotr -  Ślązak spod Gliwic, ma obecnie 56 lat. Niski, szczupły, w czasie całej rozmowy ja mówię a on godo. Rodzina była duża, było ich w domu siedmioro. Ojciec pracował w fabryce, matka zajmowała się dziećmi. Mieszkanie – zaadaptowany barak, bez kanalizacji, woda tylko ze studni. Przy domu był ogródek. Piotr skończył zawodówkę jako ślusarz spawacz. Trochę pracował  i poszedł do wojska, w tych czasach było to obowiązkowe. Dwa lata w wojsku wspomina bardzo dobrze, służył w Wojsku Ochrony Pogranicza koło Opola, na wsi. Po powrocie do cywila podjął pracę w Kopalni Makoszowy, na powierzchni. Mieszkał z rodzicami w swoim dawnym domu. Nie chciał się ożenić, z rodzicami było mu dobrze. Przez jakiś czas miał rentę i nie pracował, podobno na skutek wypadku. Po trzech latach wrócił do pracy, tym razem w prywatnej firmie. Rodzice zmarli. Czasem wypijał jakieś piwo, lubił obejrzeć dobry mecz. O ostatnich kilkunastu latach mówi niechętnie. Pracował teraz w Gliwicach na Giełdzie Warzywnej jako ochroniarz. Po raz pierwszy w życiu zamieszkał z kobietą w jej mieszkaniu w bloku, w Gliwicach. Wymeldował się ze swojego rodzinnego mieszkania, które w całości przejęła teraz jego siostra. Konkubina była lekko niepełnosprawna umysłowo, pod stałą opieką swojego ojca. Kiedyś miała dziecko, które jej odebrano (z powodu niepełnosprawności?).Jakiś czas temu Piotr miał wypadek, upadł i stracił przytomność. Leczył się w szpitalu, z którego nie miał dokąd pójść. Swojego mieszkania już nie miał, do mieszkania konkubiny z jakichś powodów nie mógł wrócić.  Zamieszkał więc w Schronisku, stara się o uprawnienia rentowe. Podobno często odwiedza swoją konkubinę. Rozmowa z Piotrem była trudna. O ile bardzo chętnie opowiadał o pobycie w wojsku i wcześniejszych okresach życia, to bardzo trudno było rozmawiać z nim o ostatnich latach przed trafieniem do Schroniska. Pytałam, więc odpowiadał najkrócej jak mógł i widziałam, że nie sprawia mu to przyjemności.

Adam- Szczupły, trochę nieśmiały, o łagodnym spojrzeniu. Lekko kuleje, na nodze widoczny świeżo założony bandaż. Ustalamy, że dla zachowania anonimowości będę go nazywała Adam, choć naprawdę nosi inne imię. Pochodzi z Rudy Śląskiej, urodził się  w roku 1960. Skończył szkołę zawodową i został cukiernikiem. Szybko zrezygnował z tej pracy, przenióśł się do jednej z hut, na odlewnię. Wszystko było dobrze, podwyższał kwalifikacje, awansował, ożenił się. Może tylko jedno nie pasowało do obrazka – jego ojciec popełnił samobójstwo, podobno coś zawalił w swojej pracy, nie dopilnował, były jakieś straty. Poza tym jednak życie Adama płynęło spokojnie i w miarę szczęśliwie. Coraz więcej pił, żonie się to nie podobało, ale ogólnie było fajnie. Dwójka dzieci (synowie) i mieszkanie w domu rodziców. W latach 90-tych stracił pracę. Likwidacja zakładu? Alkohol? Nie wiadomo. Powiedział tylko, że wtedy miał pierwszy konflikt z prawem. W Krakowie włamali się z kolegą do zakładu kuśnierskiego, nie do końca trzeźwi...  Zostali szybko złapani i to był Adama pierwszy wyrok. Odsiedział i wrócił do domu, pracował teraz na budowach. Potem ten fatalny wypadek, chyba w roku 2000. Na pasach potrącił go samochód, potem długa, nie zakończona do dziś rehabilitacja, w nodze metalowy pręt, który się obsunął, rani i sprawia ból.
Po wypadku pił już bardzo dużo, mieszkał u babci. Żona zmarła, synowie poszli własną drogą. Starszy syn do dziś  mieszka w rodzinnym mieszkaniu, podobno jest bardzo zapobiegliwy i oszczędny. Młodszy odbywa wyrok. Jakieś kradzieże, czy włamania, Adam nie wie, albo nie chce mi powiedzieć.
On sam też ma na koncie drugi wyrok – za głupotę. Zgodził się wziąć pożyczkę dla znajomego, ponad 10 tysięcy zł, podpisał wszystkie papiery i dostał za to 400 zł gotówki. Znajomy długu nie spłacił, a Adam nie miał z czego, już był po wypadku i nie mógł pracować. Jedno, drugie upomnienie i wyrok – prawie 4 lata. Trochę odsiedział i ze względu na niegojącą się ranę w nodze (ten nieszczęsny pręt) dostał przerwę w wykonywaniu kary. Trafił do Schroniska i tu mu załatwili wreszcie operację ortopedyczną, termin już w sierpniu, opiekunowie pomagają też załatwić umorzenie reszty kary. W dalszych planach mieszkanie, choćby w starym familoku. Jeszcze po drodze kłopoty z ZUS-em, który go cudownie „uzdrowił” i pozbawił groszowego zasiłku na pielęgnację chorej nogi, ale ogólnie Pan Adam jest zadowolony. Liczy, że wszystko się ułoży. W czasie rozmowy z ust Pana Adama nie padło ani jedno oskarżenie, próbował bronić nawet kierowcy, który go tak nieszczęśliwie potrącił. Ani razu Pan Adam nie wyraził gniewu, agresji, czy pretensji do kogoś.

Ewa Dyrszka

21-08-2014 admin 4319

 

Komentując treści w portalu Świętochłowicki.pl użytkownicy akceptują regulamin i politykę prywatności portalu. Redakcja zastrzega sobie prawo do edycji lub usuwania treści niezgodnych z prawem lub regulaminem, naruszających dobre imię właścicieli lub redakcji oraz podszywających się pod zarejestrowanych użytkowników.

Dodaj komentarz

Komentarze

  • Na Lipinach tłumy bezdomnych, śpią po przystankach,skwerach i kamienicach.My miszkańcy bardzo się z tego cieszymy,
    • Wiedza kosztuje.
    • Gerda Król?
    • Chyba krotko mieszkasz w Świętochłowicach. Poszukaj takiej organizacji jak Porozumienie Świętochłowickie i kto tam był aktywistą. Potem poszukaj powiązań tego aktywisty i zasady wynajęcia tego lokalu powinny być jasne.
  • Poroponuję zapytać mieszkańców Lipin czy też są zachwyceni tym że mają taki sąsiedztwo!
  • dobrze ze wladze miasta dbaja o takich ludzi
    • Hihi, jeśli szukasz Senatora Piechoty, to go tam nie znajdziesz :) Od 8 tygodni siedzi w ośrodku wczasowym Międzywodziu. Tak sie bidulek zmęczył swoim senatorowaniem że musi mieć 2 miesiące wczasów. A ośrodek oczywiście z najwyższej półki :) W Świonach to nie wiem czy w ogóle kiedyś był :)
  • Władze pomagają swoim i przekazują lokale jak im sie podoba, inni mogą tylko pomarzyć. Podobno Kostempski sam sobe przekazał lokal pod to swoje stowarzyszenie a ciekawe na jakich zasadach jest wynajęty lokal na rogu katowickiej i pocztowej - biuro poselskie senatora Leszka Piechoty. Jak długo tam jest to biuro to nigdy nie było otwarte.
  • Dobrze że mamy takie inicjatywy. Władze zawsze pomagają potrzebującym. To się ceni.

copyright (c) 2013 - 2015 Przegląd Świętochłowicki     •     wszelkie prawa zastrzeżone     •     Regulamin portalu

Poprzez przesyłanie treści tekstowych, opinii, zdjęć i filmów oraz dodawanie komentarzy i postów, użytkownicy wyrażają zgodę na nieodpłatne publikowanie tych treści na stronach portalu www.swietochlowicki.pl

Nawigacja

Nasza społeczność