Tak się w Świętochłowicach żyło - różnice klasowe
Zbieracze złomu na hałdzie huty Falva - ok. 1930 r. (zdjęcie pochodzi z książki (zdjęcie pochodzi z książki

Historia ludzkości dowodzi, iż zawsze byli bogaci i biedni, syci i głodni, a przez to też zadowoleni i niezadowoleni. Zatem Świętochłowice nie są wyjątkiem.

 

Śląsk - dla wielu miejsce nadziei na lepszy byt, wśród przebywających tu czasowo budził wręcz przerażenie. Teodor Jeske-Choiński w „Listach ze Śląska” w roku 1879 pisał: „Dym i kurzawa szkodzą nie tylko zasiewom, ale i drzewom. Mało tu drzew (w dzielnicy przemysłowej oczywiście) po drogach, mało w ogrodach. Najcierpliwiej znoszą owe ataki przemysłu topól i brzoza. Że powietrze nie może być zdrowe w okręgu przemysłowym, to się samo przez się rozumie. Z kominów hut wypływa codziennie tyle różnorodnych dymów, które zanieczyszczają powietrze, iż mowy być nie może o balsamicznej woni pól i łąk. Kurzawa na drogach dochodzi często do grubości kilku cali. Kurzawy tej nikt nie zamiata, krom wiatru, który od czasu do czasu niesie gęsty tuman, zasuwając nim całą okolicę. Albo deszcz zmiłuje się nad mieszkańcami, zamieniając pokłady kurzu na czarne strugi i błota. Kurzawa ta przyodziewa latem całe okolice: drzewa, domy, krzewy i pola, a nadto do mieszkań ludzkich przenika, a jednak ludzie żyją. A żyją, bo się przyzwyczajają do takiego powietrza”.

Spójrzmy np., jak odżywiano się w latach międzywojennych. Pisze o tym Edward Rybarz w monografii „Powiat świętochłowicki”: „Główne pożywienie robotnika stanowią ziemniaki, kapusta, mięso i chleb. Wydzielanie pożywienia w rodzinie odbywa się na ogół tak, że żywiciel dostaje zwykle lepsze potrawy. Czasem on sam otrzymuje mięso, podczas gdy tymczasem reszta rodziny zadowolić się musi czem innem. Z mięs pierwszeństwo ma wieprzowina, inne gatunki jak wołowina i cielęcina rzadziej bywają na stole robotnika. Przyczyną tego jest niewątpliwie mniejsza zawartość tłuszczu w wołowinie i cielęcinie. Z tłuszczów, jakie robotnik spożywa, przeważa słonina, którą wytopioną w formie smalcu używa się do chleba względnie jako przyprawę do innych potraw. Pozatem kupuje łój, sadło i margarynę. Do rzadkości należy masło. Mięso spożywa najczęściej w formie gotowanej, rzadko w formie smażonej. Pochodzi to stąd, że mięso gotowane jest tańsze od smażonego, nadto nie każda żona umie sporządzać pieczenie”. Także wcześniej, bo u schyłku XIX wieku mięso i wędliny jadano rzadko, a robotnik do pracy zabierał zazwyczaj  zamiast zbyt kosztownego chleba placek wypiekany z tartych ziemniaków. Potem zaczął pojawiać się żur. Kawa była tylko w święta, a tak używano kawy słodowej, którą piło się na śniadanie i kolację. Jasne jest, iż bardziej urozmaicone pożywienie było w domach urzędniczych czy środowiskach rzemieślniczych, nauczycielskich, domach lekarzy.

Problemem było także korzystanie z wody. Były studnie, ale wydobywanie węgla spowodowało stopniowy zanik w nich wody. Zamożniejsi musieli ją kupować, biedniejsi ustawiali się nocą w kolejkach, dochodziło nawet do rękoczynów. Brak wody pogarszał warunki żywieniowe, a także sanitarne. Sytuacja uległa poprawie na przełomie XIX i XX wieku, z chwilą oddawania wież wodnych i uruchamiania wodociągów w gminach.

Także potrzeby mieszkaniowe były duże. Robotnicy szukali schronienia w ziemiankach, prowizorycznie skleconych budach. Historia podaje, że takim ludziom jako pierwszy przyszedł z pomocą rolnik Wultz, który zaofiarował im gościnę w stodole. Stąd właśnie wzięła się nazwa tymczasowego lokum dla pracowników, czyli wultzhausu. Z czasem w gwarze śląskiej ów „wulchaus” oznaczał hotel robotniczy. Ponieważ zaś, szczególnie po II wojnie światowej, robotnicy zamieszkujący te hotele cechowali się niezbyt rozwiniętą moralnością i popadali często w konflikt, jeśli nie z prawem to z śląskimi sąsiadami, nazywano ich wulami (właśnie od owego wulchausu). Np. na Zgodzie mimo licznych inwestycji mieszkaniowych huty pracownicy ciągle cierpieli na brak mieszkań, a osadę w roku 1871 zamieszkiwało około 250 osób. W większości budynki mieszkalne dla robotników stanowiły domki dwurodzinne, a mieszkanie robotnicze składało się przeważnie z jednej izby i kuchni, z kolei mieszkania dwupokojowe otrzymywali pracownicy dozoru. Robotnicze rodziny były zwykle bardzo liczne, a źródła podają, że na jedno mieszkanie przypadało w 1871 roku 9 osób. W takiej sytuacji swą szansę upatrywali prywatni inwestorzy, którzy w 1873 roku zakupili tu działki i wybudowali pięć kamienic czynszowych mimo sprzeciwu Dyrekcji Kopalń i Hut Donnersmarcka wskazującej, że tereny te są objęte eksploatacją górniczą. Domy często wyglądem zewnętrznym przypominały koszary, w większości zaś pozbawione były piwnic i urządzeń sanitarnych. Metraż mieszkań rodzinnych był nieco większy, aniżeli w pozostałych częściach Górnego Śląska. Przeważały mieszkania dwuizbowe, przy czym prócz kuchni i pokoju do dyspozycji rodziny oddawano obórkę.

Barak dla bezdomnych na kolonii Niwka ok. 1938 r. (obecnie ul. Licealna)

Barak dla bezdomnych na kolonii Niwka - ok. 1938 r. (obecnie ul. Licealna)

Warunki lokalowe środowisk robotniczych różniły się od warunków panujących w kamieniach czynszowych w centrum, gdzie zazwyczaj pokoi było kilka, a znajdowało się także miejsce na tzw. służbówkę. W takich domach mieszkała jednak elita.

Także stroje w miarę upływu czasu podkreślały dysproporcje społeczne. Ubiór robotników miał charakter bardziej wiejski. Składał się z: kaftana i kamizelki, koszuli, spodni i skórzanych butów z cholewami, a przy złej pogodzie - również z długiego, z reguły granatowego sukiennego płaszcza i filcowego kapelusza z szerokim rondem. Kobiety nosiły w tym czasie, a i długo później, szeroką i długą aż do kostek spódnicę (kieckę), kaftan z długimi rękawami, fartuch (zopaskę), chustkę na głowę i chustkę na ramiona. Po kolorze szat można było poznać, czy to panna, żona czy wdowa. Panny nosiły zazwyczaj stroje uszyte z tkanin jaśniejszych, w tym białą bluzkę obszytą wokół krótkich rękawów szeroką koronką, zaś żony i wdowy preferowały brąz, granat lub czerń. Strój musiał być tyle trwały co praktyczny, gdyż życie na Śląsku z różnych względów do łatwych nie należało. Natomiast tzw. nadzór, urzędnicy z zakładów przemysłowych, ich rodziny nosili się dostojniej i modniej.

W Hucie Falva zatrudnionych było sporo kobiet i dzieci do lat 16. W roku 1883 w czterech podstawowych wydziałach produkcyjnych Falvy pracowało 599 dorosłych mężczyzn, 183 kobiety i 3 dziewczyny. Młodociani do 14 lat pracowali 6 godzin dziennie, a do 16 lat - 10 godzin dziennie z dwugodzinną przerwą. Zarobki były znacznie zróżnicowane: w 1897 roku na wydziale wielkopiecowym mężczyzna w wieku powyżej 16 lat zarabiał w ciągu roku przeciętnie 637 marek, a kobieta - tylko 262 marki, natomiast na odlewni żeliwa mężczyzna zarabiał w tym czasie 968 marek, a chłopiec (poniżej 16 lat) - zaledwie 78 marek. Czas pracy dla dorosłych wynosił 12 godzin dziennie (1892). Część załogi mieszkała w domach hutniczych, co niewątpliwie uzależniało ich od pracodawcy. W czasie I wojny światowej do pracy pójść musiały także kobiety (w 1918 roku pracowało ich w górnictwie i hutnictwie około 35 tysięcy, czyli o 30% więcej aniżeli w roku 1914), a przy galopującej inflacji artykuły żywnościowe podrożały w ciągu roku przeciętnie nawet o 200%. Żywność w drugim roku wojny podlegała ścisłej reglamentacji (np. 2 kg chleba na tydzień dla osoby dorosłej), a niebawem objęto nią także niektóre artykuły przemysłowe. Nastąpiło zachwianie gospodarcze, a także brak pieniądza monetarnego, a szczególnie w nominałach od ½ do 20 marek. Spowodowało to emisję pieniądza zastępczego (tzw. notgeld), który po rok 1924 emitowały na całym ówczesnym Górnym Śląsku różne zakłady przemysłowe, gminy. Tym bardziej w tym czasie środowiska robotnicze mogły sobie pozwolić na znacznie mniej, aniżeli bogatsi. By uzupełnić potrzeby finansowe lub też znaleźć jedyne źródło dochodu szukano płytkich pokładów węgla, który eksploatowano z tzw. biedaszybów. Było to wydobycie nielegalne, więc biedaszybikarze w każdej niemal chwili obawiali się interwencji policji.

Grupa bezdomnych przy wydobywaniu węgla z biedaszybu (ok. 1930 r.)

Na szczęście były też miejsca, gdzie można było uzyskać pomoc np. w postaci ciepłego posiłku. Tu szczególnie na uwagę zasługują siostry boromeuszki, które prócz Zgody obecne były we wszystkich częściach obecnych Świętochłowic (na Zgodzie były siostry ze Zgromadzeniem Sióstr Maryi Niepokalanej). Były też różne inne stowarzyszenia o charakterze charytatywnym, które w chwilach szczególnie istotnych (np. zarazy, ekstremalne warunki pogodowe) udzielały pomocy potrzebującym. Monografia Świętochłowic podaje, że w 1931 roku były tu noclegownie (było ich 8, w Chropaczowie 2 - z Huty Guidotto i Kopalni Śląsk, 2 w Lipinach - z Huta Silesia i 3 w Świętochłowicach - Kopalnia Polska, Huta Falva i Huta Zgoda). Wydawano też bezpłatnie mleko (np. od 25 I do 25 II 1931 roku dla 496 osób), były sierocińce: sióstr boromeuszek na 22 miejsca (zajmowano wtedy tylko 16), ochronki (w Świętochłowicach u boromeuszek na 250 dzieci, do tego w szkołach). Samorządy zaś organizowały wyjazdy kolonijne (np. Lipiny do Czatkowic pod Krzeszowicami - do sanatorium, gdzie było 60 miejsc).  Były wyjazdy z organizacji Przysposobienia Wojskowego do Hermanic w okolicach Cieszyna. Również osoby starsze znajdowały opiekę u boromeuszek (30 miejsc było w Świętochłowicach, 15 w Lipinach).
(map)   

Zdjęcia wraz z podpisami pochodzą z książki "Górny Śląsk wczoraj" autorstwa Jacka Dubiela

22-12-2014 4182

 

Komentując treści w portalu Świętochłowicki.pl użytkownicy akceptują regulamin i politykę prywatności portalu. Redakcja zastrzega sobie prawo do edycji lub usuwania treści niezgodnych z prawem lub regulaminem, naruszających dobre imię właścicieli lub redakcji oraz podszywających się pod zarejestrowanych użytkowników.

Dodaj komentarz

Komentarze

    • Spróbuj w księgarni na Katowickiej.
  • A gdzie można nabyć tą książkę ?

copyright (c) 2013 - 2015 Przegląd Świętochłowicki     •     wszelkie prawa zastrzeżone     •     Regulamin portalu

Poprzez przesyłanie treści tekstowych, opinii, zdjęć i filmów oraz dodawanie komentarzy i postów, użytkownicy wyrażają zgodę na nieodpłatne publikowanie tych treści na stronach portalu www.swietochlowicki.pl

Nawigacja

Nasza społeczność